Ta cała wojna o krzyż, która zaczyna przybierać paranoiczne kształty pokazuje, że ludzie tęsknią do krzyżowania mieczy, celowania w głowę przeciwnika, kopania po brzuchu i innych równie kretyńskich rzeczy. Ręce mi opadają, bo zamiast zająć się robotą i czymś konstruktywnym, to człowiek zawsze sobie znajdzie wroga i będzie tracił energię na konflikty. Za dobrze nam?
08.08.2010 o godz. 21:47
komentuj (0)
Nadrabiam zaległości w filmach. Wczoraj dopiero obejrzałam Alicję. Nastawiona byłam bardzo sceptycznie, bo nasłuchałam się wielu mało pochlebnych recenzji.
A tu niespodzianka.
Film wciągnął mnie od pierwszej sceny, ani przez moment się nie nudziłam, zachwyciła mnie Anne Hathaway i Mia też dała radę. Johnny Depp i Helena - fantastyczni. W sumie wszystko spójne, dobrze zrobione i wcale nie było banalnie. Super film.
A tu niespodzianka.
Film wciągnął mnie od pierwszej sceny, ani przez moment się nie nudziłam, zachwyciła mnie Anne Hathaway i Mia też dała radę. Johnny Depp i Helena - fantastyczni. W sumie wszystko spójne, dobrze zrobione i wcale nie było banalnie. Super film.
Leciała w Trójce, najpierw myślałam, że jest naiwna. Ale myślę, że jest prawdziwa. I mimo lekkiej formy, jest ciężka.
Na Kozaczku reklamuje się jakieś radio internetowe. Weszłam tam, wybrałam sobie przeboje lat 80. i 90., i cofnęłam się do podstawówki.
Ale FAJNIE! Pamiętam, jak słuchałam Trójkowej Listy, leciały wtedy niektóre z tych kawałków. Beztroska była, że hej, a człowiek myślał, że ma problemy.
Ale FAJNIE! Pamiętam, jak słuchałam Trójkowej Listy, leciały wtedy niektóre z tych kawałków. Beztroska była, że hej, a człowiek myślał, że ma problemy.
Sery pleśniowe - ma na ich punkcie fioła. Lubię wszystkie. A im bardziej zielone, tym lepiej:) Jak to dobrze, że nie żyjemy w PRL-u!
Widziałam dziś prujący przez naszą biedną atmosferę meteoryt. Długa złota smuga na wieczornym niebie. Fantastyczny widok!
W ogóle niebo wyglądało niesamowicie. Tyle gwiazd, których nie oglądałam kupę czasu. Piękne to było...
W ogóle niebo wyglądało niesamowicie. Tyle gwiazd, których nie oglądałam kupę czasu. Piękne to było...
Bardzo podoba mi się ta fotka. Pogrzeb Alexandra McQueena.
Źródło: SplashNews.
Źródło: SplashNews.
Jako małolata słuchałam Heya. Do Nosowskiej mam słabość do dziś. Choć nie umie śpiewać, jest dla mnie najbardziej prawdziwą, wiarygodną artystka w naszym kraju raju.
Długie zimowe wieczory są totalnie bezczasowe. Cały dzień biegam z zegarkiem w ręku. Nagle robi się ciemno, a ja zaczynam głupieć.
Bo przecież to jeszcze nie jest wieczór. To popołudnie.
Ale nagle okazuje się, że mycie, że ścielenie łóżek, a, i kolacja i spać. I praca - i wszystko naraz, a tu ciągle ciemno - i nie wiadomo właściwie czy to tamten dzień, czy już ten następny.
Cholera, ja chcę wiosny. Dłuższego dnia. Słońca.
Ześwirować można z tą nocą.
Bo przecież to jeszcze nie jest wieczór. To popołudnie.
Ale nagle okazuje się, że mycie, że ścielenie łóżek, a, i kolacja i spać. I praca - i wszystko naraz, a tu ciągle ciemno - i nie wiadomo właściwie czy to tamten dzień, czy już ten następny.
Cholera, ja chcę wiosny. Dłuższego dnia. Słońca.
Ześwirować można z tą nocą.
Widziałam Avatar. Jak miliony innych dałam się złapać w sidła reklamy.
I co? I tak sobie. Nie spodziewałam się oryginalnej fabuły, dylematów moralnych bohaterów ani też wciągającej akcji. Czekałam na prostą rozrywkę. Na ładną, kolorową bajkę.
Ale to i tak były zbyt wygórowane oczekiwania. Film był w moich oczach koszmarnie banalny.
Kolory, fajerwerki - ok. Ale wszystko na maksa sztuczne. I to koszmarne zakończenie!!! Happy and jak w romansidle.
Nieprędko dam się nabrać reklamie.
I co? I tak sobie. Nie spodziewałam się oryginalnej fabuły, dylematów moralnych bohaterów ani też wciągającej akcji. Czekałam na prostą rozrywkę. Na ładną, kolorową bajkę.
Ale to i tak były zbyt wygórowane oczekiwania. Film był w moich oczach koszmarnie banalny.
Kolory, fajerwerki - ok. Ale wszystko na maksa sztuczne. I to koszmarne zakończenie!!! Happy and jak w romansidle.
Nieprędko dam się nabrać reklamie.
Nie wiadomo, komu wierzyć. Mówią o zagrożeniu, jednocześnie je bagatelizując.
Ludzie chorują, niektórzy lądują w szpitalach. Jak to traktować? Bronić się jakoś szczególnie? Nosić maski, unikać jazdy autobusami?
A może po prostu podejść do tego zdroworozsądkowo? Pić tran, jeść czosnek i normalnie żyć?
Jak myślicie?
Ludzie chorują, niektórzy lądują w szpitalach. Jak to traktować? Bronić się jakoś szczególnie? Nosić maski, unikać jazdy autobusami?
A może po prostu podejść do tego zdroworozsądkowo? Pić tran, jeść czosnek i normalnie żyć?
Jak myślicie?
Piotr Metz jak zwykle okazał się nieoceniony. Poprosił słuchaczy Trójki, by nadsyłali do niego maile z tytułami piosenek, jakie chcieliby, by puszczono na ich pogrzebie.
W ten sposób Wszystkich Świętych stało mi się mniej patetyczne, bliższe i lżejsze. Nie lubię dusznej atmosfery wspominków i wybiegania naprzód do tego, co nieznane.
Wolę być tu i teraz. Nie memento mori. Carpe diem.
A moja piosenka na mój pogrzeb...
Dziś myślę, że mógłby to być Grechuta.
W ten sposób Wszystkich Świętych stało mi się mniej patetyczne, bliższe i lżejsze. Nie lubię dusznej atmosfery wspominków i wybiegania naprzód do tego, co nieznane.
Wolę być tu i teraz. Nie memento mori. Carpe diem.
A moja piosenka na mój pogrzeb...
Dziś myślę, że mógłby to być Grechuta.
Nic, ale to NIC tak mnie nie ładuje, jak jazda bez trzymanki na rowerze. Daleko mi do chłopców freestylowców, bałabym się ich niewydeptanych ścieżek. Ale to, co mam, wystarczy.
Stary rower, ale za to jakie trasy! Kamieniste, gładkie jak masło, ostre podjazdy i szaleńcze zjazdy.
Tylko pływanie w ciepłej wodzie w upalny dzień przebija jazdę na rowerze. A że zbliża się jesień, to zostanie już tylko rower.
Stary rower, ale za to jakie trasy! Kamieniste, gładkie jak masło, ostre podjazdy i szaleńcze zjazdy.
Tylko pływanie w ciepłej wodzie w upalny dzień przebija jazdę na rowerze. A że zbliża się jesień, to zostanie już tylko rower.
Zauważyliście, że ludzie ruszyli pupy i zaczęli szukać różnych rozrywek - nie tylko grilla, ogródka działkowego itp, ale czegoś więcej?
W tym roku byłam na kilku imprezach - bardzo różnych. Koncerty, festyny, jarmarki, pokazy. Wszędzie masa ludzi. Tłumy!
I co dziwne - nie tylko miejscowości turystyczne, ale i miasta, gdzie na ogół latem życie zamiera, tętniły życiem.
I zauważyłam coś jeszcze. Ludzie (na ogół) potrafią się zachować. Tam, gdzie byłam, nie było chamstwa, śmiecenia, bluzgów itp.
Czy Polska się cywilizuje?
Mam nadzieję...
W tym roku byłam na kilku imprezach - bardzo różnych. Koncerty, festyny, jarmarki, pokazy. Wszędzie masa ludzi. Tłumy!
I co dziwne - nie tylko miejscowości turystyczne, ale i miasta, gdzie na ogół latem życie zamiera, tętniły życiem.
I zauważyłam coś jeszcze. Ludzie (na ogół) potrafią się zachować. Tam, gdzie byłam, nie było chamstwa, śmiecenia, bluzgów itp.
Czy Polska się cywilizuje?
Mam nadzieję...
Rodzice zastępczy. Tak właśnie katowali dzieci, które wzięli do swego domu.
Ja jestem łagodna. Ale słuchając takich rzeczy w wiadomościach TV mam ochotę zamienić się w Bad-Woman i tym ludziom nasypać soli. Do tyłków!
Co za dno. A, sąd stwierdził, że wzięli te dzieci dla kasy.
Ja jestem łagodna. Ale słuchając takich rzeczy w wiadomościach TV mam ochotę zamienić się w Bad-Woman i tym ludziom nasypać soli. Do tyłków!
Co za dno. A, sąd stwierdził, że wzięli te dzieci dla kasy.
Dobrze, że już niedługo wiosna. Zdejmiemy płaszcze, kurtki i czapuchy, rozwiniemy się z szalików.
Dawno nie byłam w mieście. Żyję w wirtualnym świecie, który jest plastic fantastic. Aż dziwne, że ja, kochająca podglądać "drzazgi życia", czyli prawdziwych ludzi, zatopiłam się w sieci...
A na zewnątrz? Ludzie. Najczęściej szarzy. Z popielatymi po zimie twarzami.
Zmęczeni. Ale wciągający nosami ten zapach pąków, które lada dzień...
Mięsista rzeczywistość jest jednak nie do pobicia.
Dawno nie byłam w mieście. Żyję w wirtualnym świecie, który jest plastic fantastic. Aż dziwne, że ja, kochająca podglądać "drzazgi życia", czyli prawdziwych ludzi, zatopiłam się w sieci...
A na zewnątrz? Ludzie. Najczęściej szarzy. Z popielatymi po zimie twarzami.
Zmęczeni. Ale wciągający nosami ten zapach pąków, które lada dzień...
Mięsista rzeczywistość jest jednak nie do pobicia.
Co roku jest to samo. Brudny śnieg pokrywa żółtą trawę, wiatr piszczy między dziurawymi oknami w kuchni, a ja już czuję wiosnę.
Jeden dzień. Wystarczy jeden słoneczny dzień, a ja już przestawiam się na tryb wiosenny. Odkurzam pajęczyny, kupuję jakieś chwasty na parapety, myślę o ogródku, który w końcu przekopię.
I co, że to jeszcze 2 miesiące papry i zimna? Ja mam wiosnę. W środku.
Jeden dzień. Wystarczy jeden słoneczny dzień, a ja już przestawiam się na tryb wiosenny. Odkurzam pajęczyny, kupuję jakieś chwasty na parapety, myślę o ogródku, który w końcu przekopię.
I co, że to jeszcze 2 miesiące papry i zimna? Ja mam wiosnę. W środku.
Ostatnio dowiedziałam się, że bliska mi osoba postanowiła (w porozumieniu z partnerem ma się rozumieć) odłożyć tak zwane "powiększanie rodziny" do czasu, gdy uda im się sfinalizować plany mieszkaniowe.
Chcą brać kredyt, budować dom. Normalne. Każdy chce, choć nie każdy może.
Oni harują ciężko, więc mogą. I choć nie mają już dwudziestu lat, chcą poczekać.
Inny przykład. Znajomej stuknie 30. Mieszka z facetem, prowadzi życie a la bohema. Nie trzeba im nawet psa, mają swoje hobby. Czekają? Chyba nie.
Wszystko się poprzesuwało. Albo się "wpada" i szybko wchodzi w rolę mamusi i tatusia, albo się czeka.
Takie czasy.
Chcą brać kredyt, budować dom. Normalne. Każdy chce, choć nie każdy może.
Oni harują ciężko, więc mogą. I choć nie mają już dwudziestu lat, chcą poczekać.
Inny przykład. Znajomej stuknie 30. Mieszka z facetem, prowadzi życie a la bohema. Nie trzeba im nawet psa, mają swoje hobby. Czekają? Chyba nie.
Wszystko się poprzesuwało. Albo się "wpada" i szybko wchodzi w rolę mamusi i tatusia, albo się czeka.
Takie czasy.







